Prezentuję pewien krótki wpis związany z moimi ostatnimi przeżyciami/problemami związanych z Linuksem, gdyż mają one odzwierciedlenie w powszechnej niechęci użytkowników Windows do systemów operacyjnych.
Otóż stało się! Parę dni temu zaktualizowałem system do nowszej wersji, zmieniając tym samym śrdowosiko graficzne. Do tej pory korzystałem z Evolution i Pidgina. Jestem wysoce zaciekawiony i zachwycony nowinkami wprowadzonymi do KDE4. Problem polega na... migracji danych i przywiązaniach. Zamiast korzystać z KMail i Kopete, korzystam nadal z Evolution i Pidgin-a. Co ciekawe, to nie chce mi się tych aplikacji testować, mimo zaciekawienia nimi. Po prostu nie uważam, by trzymanie moich listów/komunikatów w dwóch różnych miejscach miało jakkikolwiek sens.
Problemem jest migracja, lecz pewnie również przyzwyczajenia. Całe szczęście, to nie te czasy, gdzie złożenie sobie środowiska graficznego z elementów dostępnych pod różnymi, nie opartymi o ten sam zestaw bibiliotek, komponentów oznacza spadek wydajności. Wiem, że skoro jest zainteresowany informatyką, powinnem sam starać się z problemem przeniesienia danych poradzić, jednak uważam, że kosztów i problemów nie mogę przewidzieć.
Jaki jest tego morał? Uzależniamy się również od swoich programów/aplikacji. Kiedy zaczynałem przygodę z Linuksem(powinno iść na początek wpisu), to sobie obiecałem, że zawsze będę mieć dwa systemy na dysku - produkcyjny i do zabawy. Rodzinka jednak mi to wybiła z głowy. Efekty widać od razu. Dodatkowo, to mam coraz większe problemy z posługiwaniem się Windows. Jeżeli ktoś ma takie same spostrzeżenia, to proszę o umieszczenie tego w komentarzu. Od jakich aplikacji ty się uzależniłeś, że wiedząc, iż migracja byłaby korzystana, strach przed nią zmusza Cię do pozostania w tyle? Może jest to WINE?